Msza wspólnotowa i zakończenie rekolekcji Fundament

Msza wspólnotowa i zakończenie rekolekcji Fundament

Msza wspólnotowa i zakończenie rekolekcji Fundament

W niedzielę, 9 lutego 2020, cała wspólnota WŻCh spotkała się w kaplicy na ulicy Avers na comiesięcznej wspólnotowej Eucharystii. Jednocześnie, spotkanie to zbiegło się z zakończeniem, trwających cztery tygodnie, rekolekcji – Fundament w życiu codziennym. W rekolekcjach tych uczestniczyły 24 osoby, w tym 3 osoby z WŻCh i 21 osób z zewnątrz. Całość rekolekcji prowadził nasz Asystent, ojciec Jerzy Brzóska SJ.

Przed Eucharystią, uczestnicy rekolekcji mieli okazję podzielenia się między sobą doświadczeniami z przeżytych Ćwiczeń Duchowych. Następnie uczestniczyli we Mszy świętej przygotowanej przez naszą wspólnotę WŻCh. Uroczystą Eucharystię koncelebrowali: ojciec Jerzy Brzóska SJ oraz ojciec Marek Janowski SJ. Po Mszy świętej odbyła się dwudziestominutowa adoracja Pana Jezusa, podczas której dziękowaliśmy Bogu za dar rekolekcji oraz za wszelkie dobro jakie otrzymujemy od Pana Boga każdego dnia.

Na koniec, udaliśmy się do sali pod kaplicą na uroczystą agapę, podczas której smakowaliśmy potraw przyniesionych przez członków naszej wspólnoty i naszych gości rekolektantów. Spotkanie to było też okazją do nawiązania nowych znajomości oraz zaproszenia rekolektantów do wstąpienia do naszej wspólnoty.

Nasi najbardziej wytrwali członkowie WŻCh i niektórzy z gości zostali jeszcze do późnego wieczora, aby wspólnie obejrzeć film „Rydwany ognia”.

 (MK)

Świadectwa z przeżytych rekolekcji:

“Nie bójcie się pragnień”

Od wielu lat czułam wewnętrzny ciężar i pustkę. Z roku na rok stawałam się coraz bardziej przygnębiona i pogrążona w żalu, smutku i gniewie. Świat, który kiedyś widziałam zmienił się w moich oczach, a najbardziej w moim sercu. Zaczęłam dostrzegać tylko same negatywne i złe rzeczy. Pogrążałam się jeszcze bardziej w tej ciemności, ale zawsze gdzieś głęboko czułam pragnienie odnalezienia siebie i odnowienia relacji z Bogiem.

Pierwszym krokiem, który zrobiłam był wyjazd w 2019 roku na trzydniowe rekolekcje w Camp Vista, które miały hasło: „Nie bójcie się pragnień”. Rekolekcje te pomogły mi wydobyć i nazwać moje pragnienie. Było to pragnienie zbliżenia i spotkania się z Bogiem jak również odgrzebania się z gruzów, którymi przywalone było i jest moje serce oraz zburzenia murów, które budowałam wokół siebie przez wiele lat.

Kolejny etap to czterotygodniowy Fundament w życiu codziennym w styczniu 2020, który był dla mnie bardzo ciężkim doświadczeniem i dużym emocjonalnym przeżyciem wewnętrznym. Każdy tydzień uświadamiał mi jak wiele pięknych rzeczy przeoczyłam, bo byłam tak bardzo skupiona na pogrążaniu siebie i dostrzeganiu tylko negatywnych rzeczy i wydarzeń w moim życiu. Fundament pozwolił mi na nowo dostrzec piękno, które mnie otacza, a które stworzył Bóg. Pomógł mi spojrzeć w głąb mojego serca oraz mojej duszy i zobaczyć tą osobę, za którą tak bardzo tęskniłam. Ona nadal istnieje i próbuje się podnieść. A największym przeżyciem było uświadomienie sobie jak bardzo Bóg mnie kocha, razem z moimi słabościami i porażkami, z moimi cierpieniami i smutkami. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że On nigdy nie przestał mnie kochać! Nawet kiedy ja byłam daleko od Niego, On ciągle i cierpliwie czekał i mnie wołał, ale ja ciągle to wołanie zagłuszałam codziennością i brakiem czasu dla Niego.

Teraz słyszę Cię Panie i serce me raduje się. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną i wiele pracy, bo to dopiero początek odnowionej relacji z Bogiem i odkrywania moich prawdziwych pragnień.

Aby pogłębić swoją wiarę i kontynuować pracę nad sobą postanowiłam wstąpić do wspólnoty WŻCh. Moja grupa nosi nazwę „Płomień odnowy”. Przypadek? Nie sądzę!

– Gracjana

„Jestem piękną lilią w Jego ogrodzie”

Jak trafiłam na rekolekcje ignacjańskie Fundament? Słyszałam kiedyś od dwóch znajomych mi osób, że te rekolekcje to “fajna sprawa”, i że są organizowane przy Ośrodku Jezuickim tylko raz w roku. W ubiegłym roku moja koleżanka uczestniczyła w takich rekolekcjach i gdy tylko otrzymała informacje, że w tym roku będą niedługo zapisy, to wysłała mi link z informacją o nich i możliwościach rejestracji. Sprawdziłam adres spotkań: północna strona Chicago. Pomyślałam: trochę daleko od mojego domu. W niedziele zajmie mi to około 50 minut w jedną stronę, a oprócz spotkań niedzielnych trzeba będzie raz w tygodniu spotkać się z kierownikiem duchowym, czyli kolejne godziny jazdy. Na dodatek, przynajmniej jedną godzinę na codzienną modlitwę Słowem Bożym. Czy ja dam radę? Czy podołam? Tyle pytań i wątpliwości było we mnie. Pomyślałam, że nie mam czasu na to teraz i odłożyłam rejestrację na później. Po jakimś czasie koleżanka zapytała mnie czy się zdecydowałam i zarejestrowałam. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że jeszcze nie. Powiedziała mi tylko, abym nie czekała za długo, bo miejsca zapełniają się szybko i że może już nie ma miejsc. Pomyślałam sobie: dobrze, spróbuję i zarejestruję się. Jeżeli taka jest wola Boża abym uczestniczyła w tych rekolekcjach to niech tak będzie.

Zaczęłam wypełniać ankietę rejestracyjną. Jednym z pytań było „dlaczego chcę uczestniczyć w tych rekolekcjach?”. Moją odpowiedzią było, że „czuję, że już jest czas abym coś ze sobą zrobiła, abym zaczęła pracować nad sobą, ruszyła się z miejsca, z takiego „martwego” punktu, w którym jestem obecnie”. Wypełniłam ankietę, wysłałam ją i czekałam cierpliwie na odpowiedź, czy zostałam przyjęta czy też nie. Pomału zbliżał się czas rozpoczęcia rekolekcji, a tu dalej była cisza, żadnej odpowiedzi, więc uznałam, że się po prostu nie dostałam, że być może nie jest jeszcze czas na mnie. Pewnego jednak dnia, tak na tydzień przed rekolekcjami, dostałam email od ojca prowadzącego rekolekcje z wyjaśnieniem, że nie odpisał mi wcześniej dlatego, że mój email trafił do „junk mail”. Pomyślałam sobie: no nieźle, trafiłam do odpowiedniego miejsca, do śmieci i teraz Pan Bóg chce mnie stamtąd wyciągnąć. Potwierdziłam swoją obecność na rekolekcjach. Mój mąż na początku nie był zadowolony kiedy poinformowałam go jak moje najbliższe cztery tygodnie będą wyglądać. Wytłumaczyłam mu jednak, że jest to bardzo dla mnie ważne i że bardzo tego potrzebuję. Myślę, że zrozumiał mnie i uszanował moją decyzję. Wątpliwości zaczęły się pojawiać także we mnie. Zastanawiałam się jak ja wygospodaruję tyle czasu na modlitwę, tak żeby mi nie przeszkadzały dzieci w tym czasie. Często tak bywa w moim domu, że nawet nie mogę pobyć sama w łazience przez 5 minut, aby zaraz ktoś nie wszedł albo czegoś nie potrzebował ode mnie w danym momencie.

 W niedzielę, 12 stycznia 2020, wyruszyłam na nasze pierwsze spotkanie rekolekcyjne do Jezuickiego Ośrodka Milenijnego. Moja podróż tam była bardzo dziwna, bo z przeszkodami. Podróż samochodem z mojego domu do JOM nie jest skomplikowana, ale w tą niedzielę okazała się bardzo kręta. Dwa razy źle zjechałam z autostrady. Czułam, że zły duch działa aby mnie zniechęcić i żebym tam nie dotarła. Pomyślałam sobie, że nie wiem jak długo mi to zajmie, aby dojechać do JOM, ale będę jechać aż dotrę na miejsce nawet jakbym miała się spóźnić. Nie poddałam się na samym początku tych rekolekcji. Jezus zatroszczył się i o to. Na szczęście nie spóźniłam się ani minutki. I tak rozpoczęłam moje pierwsze rekolekcje ignacjańskie Fundament w życiu codziennym.

To nie były łatwe cztery tygodnie. Największy problem miałam ze znalezieniem czasu. Jak wracałam do domu po pracy, starałam się zrobić to co musiałam: przygotować dzieciom coś do jedzenia, zerknąć, czy zrobiły lekcje, a później głośno mówiłam im, że idę się teraz modlić i że bardzo proszę, żeby mi nikt nie przeszkadzał w tym czasie. Mój maż zrozumiał, że jest to dla mnie ważne i wytłumaczył wszystko dzieciom. Od tej pory nikt nie przeszkadzał mi w czasie mojej modlitwy.

Podczas tych rekolekcji niektóre medytacje były dla mnie łatwiejsze, a niektóre trudniejsze. Doświadczyłam wielu pokus. Jednak, gdy napotkałam na trudności, starałam się nie poddawać, nie odkładać, być wierną moim wcześniejszym postanowieniom. Zdarzyło mi się parę razy nawet zasnąć podczas medytacji, chociaż dosyć często mam problemy z zasypianiem. Zauważyłam, że Słowo Boże jest dla mnie bardzo uspokajające. Często podczas tych rekolekcji słyszałam o owocach rekolekcji. Nie wiedziałam do końca „o co im chodzi z tymi owocami?” Dziś to lepiej rozumiem. Gdy zaczynałam rekolekcje czułam się smutna, rozżalona, taka nijaka, bez poczucia wartości, niechciana i niekochana. Dziś czuję się jak ktoś piękny, kogo Pan Bóg stworzył, nad kim cały czas pracuje i będzie jeszcze pracował dopóki nie stworzy mnie kompletnej i doskonałej w Jego oczach.

Codzienne ignacjańskie rachunki sumienia, których się nauczyłam podczas rekolekcji pozwalają mi spojrzeć z boku na mój miniony dzień i zastanowić się do czego mnie doprowadziły dzisiejsze zdarzenia, przeżywane emocje i zadania sobie pytania: czy do dobrego czy do złego. I wtedy powierzam ten dzień Jezusowi i wiem nad czym mam pracować następnego dnia. Dużą pomocą w tym rachunku okazała się mała karteczka „ściągawka” z pięcioma punktami, którą otrzymałam od mojego kierownika duchowego, a którą noszę w portfelu i w telefonie. Pomaga mi ona przypomnieć sobie kolejność tych pięciu kroków. Podczas rozmów duchowych, Jezus otworzył moje serce i duszę. Dał mi odwagę, aby wyrzucić z siebie te rzeczy, które mnie bolą, a jednocześnie niszczą jako człowieka, kobietę, żonę i matkę. Jezus pozwolił mi odblokować moje zamrożone emocje. Mogłam Mu powiedzieć, co tak naprawdę czuję, co przeżywam i co jest moją radością i trudnością. Zaczęłam bardziej rozumieć siebie i co jest przyczyną zwłaszcza tych negatywnych emocji.

Od wielu lat mam konflikt w pracy z jedna kobietą. Bardzo mnie drażni sposób w jaki się do mnie odzywa i przy okazji robi dziwne miny, jak coś nie jest po Jej myśli. Moja reakcja zwykle była dla mnie ciężarem, czułam się spięta i dostawałam plamy na szyi. Często wychodziłam z biura, żeby się wewnętrznie uspokoić. Dzisiaj jak patrzę na nią, gdy tak się zachowuje, to patrzę na nią innymi oczami, oczami miłości i współczucia wiedząc, że Bóg też ją kocha tak jak mnie. I wcale mnie już nie irytuje jej zachowanie. Akceptuję ją taką jaka jest.

Dzięki tym rekolekcjom odzyskałam swoją wartość , stałam się piękna, czuję się kochana i wiem, że jest KTOŚ kto bardzo mnie kocha i nigdy nie przestanie – wspaniały BÓG! Jestem spokojna. Rekolekcje ignacjańskie były dla mnie niesamowitym doświadczeniem miłości Boga i wielką łaską od Niego, darem, aby coraz bardziej poznawać Go i jednocześnie poznawać siebie. Jestem wdzięczna Bogu za to, że postawił na mojej drodze moją koleżankę, która mnie zmotywowała i „popchnęła” do tego, aby wziąć udział w tych rekolekcjach. Dziękuję też Bogu, że wlał w moje serce pragnienie abym bardziej poznawała i pokochała GO. Teraz jestem „piękną lilią w Jego ogrodzie”. Chwała Panu!

– Aga